Forum tango argentyńskie Strona Główna tango argentyńskie
Forum Tangueros
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Proszenie do tańca
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tango argentyńskie Strona Główna -> Etykieta
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bailarina
Bywalec



Dołączył: 21 Sie 2006
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw 16:33, 24 Sie 2006    Temat postu:

Aleksandra napisał:
Jeśli w danym momencie nie chcą, nie potrzebują, nie mogą mnie poprosić, to jest ich wybór.


Jest to wybór wbrew etykiecie obowiązującej na kulturalnych milongach. Etykieta po prostu jest, i nie ma co z nią dyskutować, zgadzać się lub nie zgadzać. Albo się ją stosuje albo nie.

P.S. A co do par tańcących tylko razem: podoba mi się wtedy, kiedy widać, że para jest naprawdę zakochana i naprawdę nie mogliby tańczyć nie-razem. Niestety często widzę pary trzymające się ze sobą ze zwykłego przyzwyczajenia, z rutyny, albo po prostu dlatego, że są o siebie zazdrośni i nie pozwalają sobie wzajemnie tańczyć z kimś innym. A to mi już trąci ciasnotą umysłu / małomiasteczkowością / zaściankiem.

Na milongach tradycją jest to, że każdy tańczy z każdym, że pary się wciąż wymieniają, mieszają, wymieniają, mieszają... Po to są milongi. Żona i mąż zawsze będą chcieli tańczyć dużo ze sobą, ale nie tylko i wyłącznie ze sobą przez 65 lat na miłość boską! Zresztą powszechnie wiadomo, że ktoś, kto tańczy wciąż tylko z jednym partnerem nie może być dobry w tangu. Inaczej każdy mógłby sobie dreptać tango ze swoim mężem w dużym pokoju.

Inny przypadek to kółka wzajemnej adoracji: np. ze dwóch chłopaków i ze trzy dziewczyny, wszyscy dobrze tańczący i tańczący tylko ze sobą, a tylko sporadycznie z innymi osobami. To również (jak się domyślacie) nie wzbudza mojego podziwu... ani szacunku. To po prostu nie jest milongowe zachowanie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andrzej
Administrator



Dołączył: 29 Maj 2006
Posty: 366
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: WrocLove

PostWysłany: Pią 18:32, 25 Sie 2006    Temat postu:

Cytat:

Bailarina napisał:
Cytat:

Aleksandra napisał:
Jeśli w danym momencie nie chcą, nie potrzebują, nie mogą mnie poprosić, to jest ich wybór.

Jest to wybór wbrew etykiecie obowiązującej na kulturalnych milongach. Etykieta po prostu jest, i nie ma co z nią dyskutować, zgadzać się lub nie zgadzać. Albo się ją stosuje albo nie.


Chcesz powiedzieć że niezależnie od tego czy mężczyzna chce z Tobą zatańczyć
( a należy zrozumieć, że mężczyzna to też człowiek - tzn
* czasem się zmęczy,
* przyjdzie na milongę po całym dniu pracy,
* chce zatańczyć z trzema swoimi ulubionym partnerkami i resztę czasu na milondze spędzić na słuchaniu
* nie lubi tańczyć z niektórymi Partnerkami, bo np nie przepada za ich stylem
)
,to zgodnie z etykietą POWINIEN z Tobą zatańczyć, gdyż w innym przypadku staje się małomiasteczkowym na-pewno-nie-dżentelmenem?

Nie uważasz, że jedyną przyczyną, dla której z Tobą tańczy byłaby etykieta, a nie Twoja osoba? Naprawdę by Ci to odpowiadalo?

Wydaje mi się, że już lepiej nie tańczyć niż robić to dla "etykiety"

Nikt nie podważa tego, że mężczyzna, który prosi do tańca różne partnerki, nie tylko tą z którą przyszedł, reprezentuje wysoki poziom zarówno kultury osobistej jak i doświadczenia tangowego. Jedyne na co chciałem zwrócić Ci uwage w moich wypowiedziach, to że etykieta jest dla ludzi, a nie ludzie dla etykiety. Jeśli para przychodzi i chce ze sobą tańczyć to należy im dac i niekoniecznie uznać to za zachowanie negatywne. Przyczyn dla których tak robią może być mnóstwo, np. :
*) jedno/oboje z pary nie są pewni swoich umiejętności i boją się niepowodzenia w tańcu z kimś kogo nie znają
*) nie znają etykiety Wink
*) nie są na tyle śmiali by prosić kogoś kogo nie znają ( ale spokojnie, wystarczy dac im trochę czasu i się nauczą Very Happy )
*) są zakochani/zadurzeni w sobie... Very Happy no tacy to akurat do żadnych zdroworozsądkowych/przyjętych zasad się nie stosują ( należy nie przeszkadzać, kiedyś ochłoną Wink )

Zarówno nauczyciele jak i multum artykułów w sieci, mówi o etykiecie i o tym że częste zmiany w parach służą zarówo tańczącym jak i tangu w ogólności.
Jeśli jednak proszę Kobietę do tańca to nie dlatego, że n-ty punkt etykiety mówi o tym, że nadszedł czas na zmianę. Na pewno nie będę też tego robił dlatego że jest na sali 3 razy więcej kobiet od mężczyzn. Zatańczę z różnymi Partnerkami, zarówno z tymi z którymi lubię jak i z tymi z którymi mogłoby być lepiej, ale na pewno nie będę tak robił "bo etykieta...". Smile

Bailarino, nie wiem na jakie milongi w Polsce chodzisz, że tak nisko oceniasz ich poziom ( jeśli chodzi o kulturę panów )
Jesteś z Warszawy, cięzko mi uwierzyć że w mieście gdzie każdego dnia jest milonga, sytuacja, kiedy siedziesz cały wieczór i nikt Cię nie prosi do tańca ( zwłaszcza że piszesz, że umiesz i lubisz tańczyć, a na dodatek widzisz, że się podobasz ) zdarza się na każdej z nich. Może wystarczy zmienić miejsce gdzie tańczysz?

Może warto zmienić strategię i postarać się trochę by zostać zaproszoną? To również należy do magii milong Very Happy Ale to Wy, Panie jesteście w tym specjalistkami, cóż facetom o ty wiedzieć. Może inne Tanguery Ci coś poradzą?


ale żem się rozpisał.... Wink


Pozdrawiam

Andrzej - Wolne Miasto Wrocław Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Pią 19:51, 25 Sie 2006    Temat postu:

Skanowanie! Skanowanie daje radę, w sensie spoglądanie po siedzących partnerach i wyszukiwanie takiego z którym miałoby się ochotę zatańczyć i odkrywanie też jego zainteresowania.
Udaje się na wszystkich milongach poza Wrocławiem. We Wrocławiu niestety jestem ślepa na zaproszenia i zdaje się trzeba dużej wytrwałości panów, żeby mnie "wyrwać". To tak napisałam w ramach propozycji Andrzeja do Bailariny o szukanie porad jak być poproszoną.
A w Warszawie to nie działa?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bailarina
Bywalec



Dołączył: 21 Sie 2006
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie 15:13, 27 Sie 2006    Temat postu: nikt mnie nie zna -> nikt nie prosi

Anonymous napisał:
Skanowanie! [...] To tak napisałam w ramach propozycji Andrzeja do Bailariny o szukanie porad jak być poproszoną.
A w Warszawie to nie działa?


Nie działa. Żeby być proszoną trzeba być w warszwskiej klice. Ja jestem rodowitą warszawianką co prawda, ale od kilku lat nie udzielam się w ATA (byłam w komitecie założycielskim ATA), już nie uczę i nie daję pokazów. Jakiś czas nie było mnie w Polsce, no i efekt jest taki, że nieliczni już mnie kojarzą (np. Kuba mnie nie kojarzy, bo jak wyjeżdżałam, to jeszcze nie było Kuby w światku tangowym) ...więc nikt mnie nie zna -> nikt nie prosi do tańca.

Nie proszę o rady tego typu zresztą. Rolling Eyes
Wiem, jak przyciągnąć wzrok faceta itp.
Confused Wink

Ładnie się zachował Kuba raz - kiedy przyszłam z koleżanką pierwszy raz do niego na milongę (na ul. Długą), to obtańcowywał nas podczas tej milongi obie naprawdę bardzo długo. To było bardzo fajne jego zachowanie wobec nas - nowych. I potem zauważyłyśmy, że jako gospodarz milongi zawsze tak robi, kiedy widzi nowe dziewczyny na swojej milondze. Plus dla Jakuba.

Jednak to było tylko raz, a oprócz tego Kuba tańczy tylko ze swoimi koleżankami (ewentualnie uczennicami?). Minus.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Monika Blauth
Gość






PostWysłany: Pon 9:17, 28 Sie 2006    Temat postu: przesiedziec milonge

Cytat:
Jesteś z Warszawy, cięzko mi uwierzyć że w mieście gdzie każdego dnia jest milonga, sytuacja, kiedy siedziesz cały wieczór i nikt Cię nie prosi do tańca ( zwłaszcza że piszesz, że umiesz i lubisz tańczyć, a na dodatek widzisz, że się podobasz ) zdarza się na każdej z nich.


Mnie zdarzylo sie to nie raz. I to na każdej warszawskiej milondze. I na Chłodnej, i u Jakuba, i w Palacu, i w Equilibrium, i u Artystow. Zdarzało się, zdarza i zdarzać się będzie. Chyba tylko milongi na Placu są dla mnie najłaskawsze, ale za to znam wiele przypadków, kiedy inne panie na Placu mogły sobie tylko popatrzeć, bo pies z kulawą nogą sie nimi nie zainteresował. Znam też przypadki pań-gości, które były w Warszawie przez 3 dni, przychodziły na milongi ubrane jak rasowe milonguery i też nikt ich nie prosił!

Bailarina ma dużo racji, tylko powoływanie sie na etykietę jako obowiązującą normę postępowania jest nieskuteczne. Chodzi raczej o to, żeby panowie w sposób naturalny nabierali przekonania, że zasady etykiety są mądre i warte przestrzegania. Jest wiele argumentów za tym, żeby zmieniać partnerki - a najważniejszy jest chyba taki, że dzięki temu współtworzy się miłą atmosferę na milondze.

Można być zupełnie niewrażliwym na fakt, że jakaś część obecnych kobiet popada w coraz gorszy nastrój, bo nikt ich nie dostrzega i nie prosi do tańca. Jeśli panowie są na to obojętni, to żadne argumenty ich nie przekonają. Osobiście jestem zdania, że zły humor i zniechęcenie w jakiś sposób rozprzestrzeniają się po sali, udzielając innym, i dlatego należy temu zapobiegać - przez dbanie o to, żeby panie w takie złe nastroje nie popadały.

To jednak nie może dziać się pod przymusem, pod presją etykiety.
Panowie sami muszą tego chcieć, muszą rozumieć jak ich zachowanie przekłada się na ogólny nastrój wieczoru, muszą uwierzyć i zaakceptować fakt że są współodpowiedzialni za dobrą atmosferę, muszą czuć się gospodarzami miejsca gdzie spotykają się ludzie, żeby potańczyć. *

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie uznaję argumentów Andrzeja o złym dniu, zmęczeniu, chwilowym nastroju, chęci zwykłego posiedzenia i posłuchania muzyki. To jest OK. To się każdemu może zdarzyć od czasu do czasu. Nie będę też wyklinać stałych par, które z różnych powodów nie chcą się rozdzielać.


Może to poczucie współodpowiedzialni za dobrą atmosferę milongi jest świadectwem dojrzałości?
A większości z nas jeszcze do tego bardzo daleko.


Pozdrowienia
Monika


* Oczywiście proszenie wielu różnych pań przez jednego partnera nie jest jedynym warunkiem koniecznym do zapewnienia miłej atmosfery. Wobec pań też się stawia pewne oczekiwania, tylko dotyczy to innych zachowań. Ale o tym może już w innym wątku.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gotti
Bywalec



Dołączył: 20 Lip 2006
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Trójmiasto

PostWysłany: Pon 12:43, 28 Sie 2006    Temat postu:

W jaki sposób podzielić sobie tańczenie z różnymi partnerkami upraszczając podział partnerek na "nowe" i "stałe bywalczynie"?

Czy bardziej wypada najpierw "obtańczyć" stałe bywalczynie, a potem dopiero nowe, czy odwrotnie? Wink
Jak partner będzie koncentrował się na nowych to stałe bywalczynie oczywiście zwrócą mu uwagę, że zajmuję się tylko nowymi, a nimi nie.
Jak będzie się koncentrował na stałych bywalczyniach to któż będzie tańczył z nowymi - tak nie można!
A jak sobie wypośrodkuje to nie ma szans, aby zatańczył z każdą, z którą by chciał. I kółko się zamyka. Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Monika Blauth
Gość






PostWysłany: Pon 12:48, 28 Sie 2006    Temat postu: jak dzielić czas między znane i nieznane partnerki

Ktoś kiedyś proponował, żeby podczas każdej milongi zatańczyć z jedną lub dwoma partnerkami, które widzi się po raz pierwszy. Oznacza to "poswięcenie" raptem jednej lub dwóch tand... Twoje ulubione stałe partnerki nawet tego nie zauważą... zwłaszcza jeśli taki taniec odbędziesz wtedy, kiedy "stałe" tańczą z kimś innym Smile

Jeśli znasz i tanczyłeś ze wszystkimi obecnymi, zatańcz z tymi, z którymi już dawno nie tańczyłeś...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bailarina
Bywalec



Dołączył: 21 Sie 2006
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie 10:16, 10 Wrz 2006    Temat postu: Re: jak dzielić czas między znane i nieznane partnerki

Monika,
dziękuję za poparcie. Dobrze wypadłaś w telewizji, gratuluję rzadkiej umiejętności składnego wypowiadania się!

Do mężczyzn:

Żaden z was nie uświadamia sobie chyba, ze gdyby zwrócił ułamek swojej dżentelmeńskiej uwagi, czy wszystkie panie są tego dnia proszone - wszystko byłoby dobrze.
To jak podatek od przywileju proszenia do tańca.

Nie jest tak, że każdy w Was musi za każdym razem tańczyć z każdą kobietą, która akurat przyszła na milongę.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin
Bywalec



Dołączył: 30 Maj 2006
Posty: 66
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 17:54, 12 Wrz 2006    Temat postu:

Bardzo mi miło powitać wszystkich nowych forumowiczów Smile

Wywiązała się tu ciekawa i burzliwa dyskusja. Właśnie jestem na "świeżo" po Festiwalu w Warszawie, a jak wiadomo takie spotkania to nie tylko milongi i warsztaty, ale i okazja do rozmów "okołotangowych" i nie tylko Wink Podczas tych rozmów pojawiał się wątek proszenia, czy też braku proszenia przez niektórych partnerów. Okazuje się, że u nas we Wrocławiu tego tak nie widać, ale w Warszawie zjawisko, o którym pisze Bailarina jest mocno wyeksponowane. Partnerki o kilkuletnim "stażu" tangowym opowiadały o facetach, którym pozwalały na deptanie się po palcach i "wyłamywanie" kręgosłupa, którym dawały bezcenne wskazówki, po to by taki początkujący partner mógł się nauczyć, nabrać ogłady, poczuć co to jest tango. A teraz taki partner, gdy już "coś" potrafi, omija te partnerki dużym łukiem. Zażartowałem, że to taki "szkodnik na własnej krwi wyhodowany", ale usłyszałem coś, co mnie bardzo poruszyło - "na własnej piersi wychowany"! Przykre, ale prawdziwe. W tym kontekście odwoływanie się do kultury (o co postuluje Bailarina) jest jak najbardziej uzasadnione. Więcej - to nie tylko brak kultury, ale także szacunku i wdzięczności - ale ten problem sięga znacznie szerzej niż świat tanga.

W przeprowadzonych dyskusjach pojawił się jeszcze jeden powód, dlaczego mężczyźni nie proszą, ale o tym napiszę później, bo teraz muszę wstać od komputera.

Pozdrowionka dla wszystkich.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bailarina
Bywalec



Dołączył: 21 Sie 2006
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob 17:38, 16 Wrz 2006    Temat postu:

Marcin napisał:


W przeprowadzonych dyskusjach pojawił się jeszcze jeden powód, dlaczego mężczyźni nie proszą, ale o tym napiszę później, bo teraz muszę wstać od komputera.



Nie mogę się doczekać, aż napiszesz o tym jeszcze jednym powodzie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefretete
Gość






PostWysłany: Czw 16:15, 21 Wrz 2006    Temat postu: Re: jak dzielić czas między znane i nieznane partnerki

Hej,

Bailarina napisał:
To jak podatek od przywileju proszenia do tańca.


Bardzo ładne i zaskakująco głębokie zdanie. Trochę jak haiku. (-:

przem.

ps. Żeby mój post choć odrobinę przyłożył się do rozmowy, to dodam, że zupełnie nie wierzę w to, że jakiekolwiek ładne zdanie zadziała. Proszenie do tańca (czyli dość intymna rzecz, którą się uprawia na forum dość publicznym) jest tak pokręconą sprawą, że racjonalne ustalenia nie pomogą. Trochę jak - przy zachowaniu odpowiednich proporcji - wprowadzanie socjalizmu.

Swoją drogą, temat pt. faceci są be, bo nie proszą, a powinni, wydaje mi się zgrany do szczętu. Bardziej owocna wydaje mi się - tylko wydaje i tylko mnie, proszę zauważyć dobór słów - próba rozważenia, co panie mogą zrobić, aby panowie z nimi zatańczyli. Bo przy polskich, nie staroargentyńskich, proporcjach płci, to panie muszą się ,,bić'' o panów. I nic tego nie zmieni.

Mimo wygodnej w tym układzie płci, którą bogowie mnie obdarzyli, wcale nie mam ochoty oglądać wydrapywania oczu. Natomiast co wyszło tylko w tym wątku? Jak na milondze pani rozmawia z koleżanką, to w głowie ma przede wszystkim i tak tango. O?

Dla faceta dwie (Dwie! One tam są dwie, a ja muszę podejść sam!) zatopione w rozmowie kobiety, to nie jest reklama ochoty na taniec. Możecie się, szanowne panie, (a) zdumieć nad głupotą panów. (b) Oburzyć i kazać im natychmiast zrozumieć. (c) Wyjaśnić im sytuację; powtórzyć; zapewnić, że to właśnie macie na myśli; powtórzyć; powtórzyć jeszcze raz; rozrysować i powtórzyć. (d) Spróbować zmienić swoje zachowanie. (e) Wymyśleć punkt e, który nie przychodzi mi do głowy. Z zainteresowaniem go przeczytam.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aleksandra
Bywalec



Dołączył: 08 Cze 2006
Posty: 327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Czw 17:59, 21 Wrz 2006    Temat postu:

Cytat:
Wyjaśnić im sytuację; powtórzyć; zapewnić, że to właśnie macie na myśli; powtórzyć; powtórzyć jeszcze raz; rozrysować i powtórzyć

Laughing

oj cudne.... Smile

Nie przychodzi mi punkt e do głowy, ale swoją drogą faktycznie, jeśli rozpaczliwie chcę tańczyć na milongach innych niż nasze własne przytulne Wrocławskie, to nie wdaję się w długie rozmowy (prawie nie wdaję się w żadne, chyba, że nie chcę w tej chwili tańczyć), tylko wypatruję. No i to działa. Faktycznie. Ale podtrzymuję też to, że jeśli pan chce poprosić panią do tańca i zależy mu na tym bardzo to nie ma co się przejmować że pani rozmawia. Podchodzi i prosi. Bo wyszukiwać w tym momencie kontaktu wzrokowego raczej trudno....

trzymając kciuki za wyrwałość pań (w tym moją) i odwagę panów

Ola


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefretete
Gość






PostWysłany: Czw 18:46, 21 Wrz 2006    Temat postu:

Hej,

Aleksandra napisał:
Ale podtrzymuję też to, że jeśli pan chce poprosić panią do tańca i zależy mu na tym bardzo to nie ma co się przejmować że pani rozmawia. Podchodzi i prosi.


Nie ma dwóch zdań, jak panu zależy, to poprosi.

Problem, jak go rozumiem, jest w tym, że panu ,,źle'' zależy. To znaczy prosi ,,nieodpowiednie'' panie. Moja wypowiedź miała pokazać, że jeśli pan ma wybór - a w Polsce ma - to lepiej pomyśleć, czy nie lepiej jakimiś prostymi metodami mu na ten wybór wpłynąć, niż walczyć z wiatrakami.

przem.

ps. Tu mogą panie wziąć rewanż: [link widoczny dla zalogowanych] (-;
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
on do bailariny
Gość






PostWysłany: Czw 22:01, 21 Wrz 2006    Temat postu:

no tak milongero.masz kłopot .siedzisz.ale to nie jest problem kliki.
sam bym z toba zatańczył. ale jak.jesli byłaś na milongach z pięć lat temu to nikt ciebie nie pamięta (co sama potwierdzasz).na każdej milondze jest z dziesięć nowych pań i strach je prosić bo są po jednej lekcji.jak cię nikt nie prosi to nie masz się jak pokazać.i kółko się zamyka.
zdjęcie twoje jest mało wyrażne, tzn.wiele młodych pań tak wygląda i trudno ciebie rozpoznać.bywam na wielu milongach i ciebie sobie nie przypominam.poza tym np na chłodnej jest duża sala i oświetlenie mizerne i trudno rozpoznać mało znajome panie.
proponuję połóż przed sobą jutro gazetę na stoliku to cię poproszę.ciekawe ile gazet jutro będzie leżało przed dziewczynami.
w sobotę myśle, że cię rozpoznam, bo sala mniejsza.
ciekawy jestem kiedy i gdzie uczyłaś i dawałaś pokazy. gdzie tańczyłaś w czasie wyjazdu.
myślę jednak, że miałaś sporą przrwę, bo nasi chłopcy młode dziewczyny dobrze tańczace proszą, a sama piszesz, że z kubą tańczyłaś więc musiałaś się pokazać.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
on do marcin
Gość






PostWysłany: Czw 23:05, 21 Wrz 2006    Temat postu:

może to ja jestem jednym z tych szkodników , którzy szerokim kołem. ale prawda jest może czasami trochę inna.
otóż ja też byłem b.słabym tancerzem (nikłe zdolności i słabe szkoły) i prosiłem doświadczone milongery do tańca. był to bład z dwóch powodów.milongery te okazywały ostentacyjnie swoje nikłe zainteresowanie tańczeniem ze mną. po drugie myślałem, jak się okazało błędnie,że sie coś od nich nauczę, a facet może wyłącznie nauczyć się na lekcjach, a nie w czasie tańca. w czasie tańca tylko szlifuje.
tak, że nie był to łatwy okres.panie te wtedy mówiły dlaczego niechetnie udzielają rad i niechetnie tańcza, tłumacząc, że potem,jak się troche tancerze podszkolą przestają z nimi tanczyć.
obecnie panie te prubuję prosić do tańca mimo że tyle cierpienia od nich doznałem.
niestety, mimo że jestem już średnim tancerzem czuję, że dawna ich niechęć nie wygasła.
a my panowie, a przynajmniej ja uwiebiam tańczyć z paniami, które uwielbiają z nami tańczyć + dodaje się nowe panie które nas zainteresowały swoim tańcem.

i to w moim przypadku nie są żadne kliki. kiedy wiem,ze tylko z dwudziestoma z pięćdzisieciu obecnych pań zatańczę, wybieram te które mają większe serca, a nie bardziej cierpiące serca.
a dla początkujących uwaga. najwięcej się nauczycie często zmieniając początkujące partnerki. dlaczego. bo te z większym stażem będą przez grzeczność dobrze tańczyły mimo,że wy je będziecie żle prowadzić.
z dobrymi lub ze swoją partnerką możecie tańczyć rok czy dwa i nawet się nie domyślicie, że nie umiecie prowadzić.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tango argentyńskie Strona Główna -> Etykieta Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 2 z 8

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin