Forum tango argentyńskie Strona Główna tango argentyńskie
Forum Tangueros
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Proszenie do tańca
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tango argentyńskie Strona Główna -> Etykieta
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 13:37, 19 Kwi 2009    Temat postu:

cabaceo jest z pewnoscia wspanialym zwyczajem, ale bardzo wymagajacym z powodu klebiacych sie mysli, przypuszczen o ktorych Helter pisal. taka tangowa wyzsza szkola jazdy:-) i przyjemnie jest czytac o tym jak to jest, ale po drodze potrzebne sa podstawowka i gimnazjum:-) ale...jeszcze jedno:-) wlasnie tak myslalam ze parkiet, muzyka, dwoje ludzi i ich taniec...a reszta sie nie liczy...dobrze jesli nie przeszkadza. ale wlasnie zdarzylo mi sie ze zupelnie cos innego: spontanicznie,jak w Scient of Woman zatanczyć w milej knajpce z kolega tango...i nie zapomne tego jak cichly rozmowy, ludzie zaczeli na nas patrzec, cudowna elektryzujaca energia:-) we flamenco jest na to okreslenie duende, chodzi wlasnie o to "cos" co sie dzieje z caloscia. I do tego jeszcze kolega tanczy o niebo lepiej niz Al Pacino (ktory oczywiscie niezaleznie wielki jest:-)))) a czasem nie zapominajmy ze inspiracja moze byc ot, perkalowa sukienka ....i buty...podpowiedziala moja kobieca natura:-)))))

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
helter
Bywalec



Dołączył: 02 Lut 2009
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław, Gdańsk

PostWysłany: Nie 13:56, 19 Kwi 2009    Temat postu:

to już może mały off-topic się tworzy, ale dodam tylko, że właśnie to taka iskierka o jakiej napisała wyżej Duszka zelektryzowała mnie i zaciągnęła na tango
dla mnie nie jest najważniejsze, żeby dążyć do technicznej doskonałości, ale żeby dążyć do niej zachowując iskrę

podobno wielki Carlos Gavito na milondze tańczy tylko wtedy, kiedy wie, że dane tango będzie z uczuciem, z tą iskrą, jeśli nie czuje się na siłach, to nigdy nie wstaje by zatańczyć

ok, ale nie róbmy off-topa


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 15:02, 19 Kwi 2009    Temat postu:

dobrze, to teraz voltą zakoncze te dygresyjke- uwazajmy z braniem doslownie wzoru z Wielkich, podobno Perls, ikona psychoterapeutow zasypial na sesjach i to bylo bardzo terapeutyczne:-)
wiec wracajac do watku glownego- trzymajmy sie tego, ze na milondze wstajemy zeby zatanczyc:-) wielokrotnie:-)))))


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
on
Gość






PostWysłany: Nie 15:27, 19 Kwi 2009    Temat postu:

tak,bacik i tańczyć panowie,tańczyć.
dziewczyna nie może tak pisać-duszo.a juz drugi raz tak piszesz.my jesteśmy delikatni.

a wielki gawito już od czterech lat nie żyje.

proszenie wzrokiem to nie jest wielka filozofia.spogladsz na partnera i gdy on popatrzy na ciebie uśmiechasz się. wtedy on kiwa głową i...już tańczycie.lub odwrotnie:on sie uśmiecha gdy na niego popatrzysz,ty skiniesz głową i ...tańczycie. jaka to filozofia ?to przedszkole tangowe.ino trzeba by oboje chcieli...i o to trudniej,by oboje chcieli chcieć.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Franco Zarrazzo
Bywalec



Dołączył: 17 Cze 2006
Posty: 265
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 15:49, 19 Kwi 2009    Temat postu:

on napisał:

a wielki gawito już od czterech lat nie żyje.


Raczej z Gardelem i Borgesem dyskutują sobie nad ideą tanga, a Gavito czasem zatańczy na niebiańskim parkiecie tak, że natura zamiera a aniołowie (tanga, oczywiście) ronią łzy zachwytu... ale to z innej bajki.

Gavito póty żywy, póki pamięć o nim żywa. Oczywiście moim zdaniem, jak zwykle.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Franco Zarrazzo dnia Nie 15:49, 19 Kwi 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 23:22, 19 Kwi 2009    Temat postu:

hmmm. delikatni. to jakos nie moze byc tak zeby obie plcie byly delikatne:-) ale rzeczywiscie wiem Wodzu o co chodzi, na codzien mi to uchodzi plazem bo sie ladnie usmiecham i wtedy moge takie rzeczy mowic:-))))
do cabaceo trzeba miec nie tylko dobra samoocene ogolna ale tez taki rodzaj parcia do przodu:-))) nie zapominajmy, ze gdy juz patrzysz i on patrzy to jest z gorki....problem to co zrobic zeby on popatrzyl...Smile)))))) ha, a jak zrobic zeby popatrzyl ten co ja chce jak czuje ze patrzy ktos inny (i to czesciowo na linii wzroku:-))) czy to do tego sluza wachlarze?Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hapaxa
Bywalec



Dołączył: 19 Cze 2008
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Jelcz-Laskowice

PostWysłany: Pon 7:28, 20 Kwi 2009    Temat postu:

Wbrew temu, co On mówi - cabeceo trudne jest. Nie zawsze jest tak 'książkowo' - czasem w poproszeniu wzrokiem przeszkadza choćby tak banalna rzecz jak złe miejsce przy stoliku - kiedy usytuowanie nie pozwala na nawiązanie kontaktu wzrokowego - ciasno ustawione stoliki nie sprzyjają, bo patrzenie z odległości 1 metra jest krępujące.

Poza tym - przypuszczalnie parę razy w swojej historii tangowej zdarzyło mi się nieświadomie odmówić tańca, bo zawsze jest we mnie wątpliwość - czy to aby na pewno 'to' - czy może też ktoś odruchowo 'prześlizgał' się wzrokiem.

Cabeceo - jak tanga trzeba się uczyć i chyba podobnie - jak się już dojdzie do wprawy, to przyjemność jest niezmierzona Smile


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 16:51, 20 Kwi 2009    Temat postu:

tak tez mi sie zdaje, a opisalas to lepiej niz moglabym:-))) takie "Cabaceo" kiedy ja patrze i on patrzy i sie lubimy i wiem ze i tak on mnie poprosi nawet jak bede miec glowe pod stolem a i on wie, ze ja go poprosze jezeli uznam ze wystarczajaco dawno ze mna nie tanczyl, to takie "cabaceo w wersji soft" bez ryzyka, bez adrenaliny:-) no takie to i ja potrafie:-) chodzi o to hardcorowe Smile))

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wodzu
Gość






PostWysłany: Wto 13:08, 21 Kwi 2009    Temat postu:

tak duszo.psychika wielu panów jest bardzo delikatna.są maczo którzy desantują nagminnie i mimo że dostają kosze nie przejmują się.ale takich straceńców jest mało.
zazwyczaj panowie bardzo nie lubią dostawać kosza.
te trudnosci o których oboje piszecie nie polegają na samym proszeniu wzrokiem,a na wykorzystaniu cabaceo do skutecznego poproszenia osoby, która nie bardzo chce zatańczyć.otóż do tego celu cabaceo jest mniej skuteczne od desantu.
chłopcy desantujący często mają bardzo przemyślane sposoby desantu.jedni przełamują opory pań idąc na całość.desantują z miną nieznoszącą sprzeciwu.wiele pań ulega tej presji (w końcu panów jest zwykle mniej) .inni mają minę tak przymilną,że paniom byłoby przykro gdyby im odmówiły.
jednak póżniej panie odwracają się od takich wymuszaczy tyłem i sprawiają,że desanty są niemożliwe.
cabaceo jest wygodne.
patrzymy się na jedną lub kilka osób z którymi chcemy tanczyc.jesli one na nas sie nie spogladają w czasie cortiny to spoglądamy się na kilka innych osób. jesli te też się nie spojrzą to muzyka już zwykle gra i patrzymy się na pozostale siedzące osoby. jeśli dalej nic,to nawet jak jesteśmy początkującymi decydujemy się na desant.
poproszenie przez bezpośrednie podejście i zaproszenie do tańca przez początkującego lub początkującą (!) jest dopuszczalne przy proszeniu początkujących,bo często one (oni) myślą,że prosi się tylko przez desant,a nie przez jakieś tam skinienia głowy na odległość.
jeśli w sali jest ciemnawo lub jest bardzo duża,to zawsze można podejść,ale proszona nigdy nie może czuć presji i być zmuszona do tańczenia Z INNEJ PRZYCZYNY NIŻ TA ŻE CHCE Z PROSZĄCYM ZATAŃCZYĆ.
inna presja,presja zawarta w spojrzeniach pełnych pasji,miłości,pragnienia czy uwielbienia to piękna presja (i całkowicie nie zabroniona),która jest jak najbardziej zalecana i proszona partnerka może się tylko w niej pławić udając,że jej nie dostrzega,ale w końcu może jej ulec.chyba to macie na myśli mówiąc,że to jest trudne.
na duzych milongach jest jednak niełatwo,ze względu na dużą ilość ludzi, namówić kogoś do czegokolwiek, czego nie chce zrobić,gdy ma dużo innych propozycji, które ją (go) satysfajcjonują.
trudne jest skuteczne poproszenie osoby,która z nami nie chce tańczyć,ale kosztuje to mało wysiłku,bo tylko co kortinę ślemy tam trwające ułamki sekund spojrzenia.
cabaceo trudne jest, gdy chcemy tańczyć tylko z tą jedną osobą.wtedy poupieramy się całą milongę siedząc przy stoliku.to dopiero
trudne.
widzisz duszo jak mnie dziś pobudziłaś tylko jednym wodzem,czyli czasem nie jest potrzebny bacik,by pogalopować długo.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Czw 23:47, 23 Kwi 2009    Temat postu:

Wodzu, potraktowalam jako zadanie domowe Twoje wytyczne:-) i moze choc efekty zewnetrzne niekoniecznie oszalamiajace (prosilam wzrokiem skutecznie kolege ktorego i tak potrafie poprosic )- ale tak bylo....hmmmm bardziej elegancko i brak mi slowa...ekscytujaco?- to takie mile uczucie ze sie wstaje i niesie ze soba tajemnice z kim bede tanczyc na parkiecie...ale samo powolne rozgladanie sie po sali, po osobach - to taka duza wewnetrzna zmiana- z Kopciuszka co sie psim swędem dostal na bal, i czeka w kacie na krolewicza , czlowiek sie przemienia w uczestnika - i nawet jesli ma swiadomosc ze ktos uporczywie unika patrzenia w moja strone, to rosnie w sercu frajda, ze tyle musi go to kosztowac zachodu:-)))) taaaak. diabel ze mnie nie kobieta. spodobalo mi sie. i jeszcze w zasadach etykiety powinno byc- nie stawaj przed drugim w trakcie cortiny i nie zaslaniaj widoku na sale. no chyba ze dawno juz taki punkt jest:-))))))

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
on
Gość






PostWysłany: Pią 7:27, 24 Kwi 2009    Temat postu:

a może razem poprosiliście się, albo to on poprosił ciebie, a nie ty jego ?

tak, nietaktem jest podejście frontalnie do kogoś ze swoimi ważnymi sprawami w czasie cortiny i zasłonięcie sali. dla mnie nie ma ważniejszych spraw niż taniec na milondze.

są zabawniejsze, a podobne, sytuacje niż ta którą opisujesz. wyobraż sobie, że są panie, które, nawet jak patrzy się na panie obok, a nie na nie, odwracają głowę, choć dobrze wiedzą, że to nie one są proszone. one wiedząc, że dany partner ich nie poprosi, odwracają głowę, by siebie przekonac. tylko o czym. o przysłowiowej wyższości świąt.
tylko których.
każda pani, po kilku cortinach, świetnie wie, przez których partnerów jest proszona, którzy partnerzy czekają w kolejce na taniec z nią, którzy już z nią zatańczyli, z którymi nie chce tańczyć, z którmi może, ewentualnie zatańczy, a którzy z nią nie chcą zatańczyć (przynajmniej teraz). I każdy pan też wie.
w mniejszych ośrodkach na małych milongach (15-30 osób) taka sytuacja wyrażnie nie występuje, bo na ogół prawie wszyscy zatańczą ze sobą, choćby w trosce o rozwój tanga w swojej miejscowości i podtrzymanie zainteresowania tangiem wśród początkujących.
na większych milongach (50-100 osobowych), wiadomo, że nie zatańczy się ze wszystkimi paniami, tylko z najwyżej 15-ma, bo tand jest chyba około 15 (nigdy nie liczyłem).
zmieniam temat, bo to przyszło mi do głowy po napisaniu ostatniego zdania. ostatnio na hp dwie osoby napisały, że na 10-20 par zostaje w tangu jedna.
a co my robimy (w moim mieście), by czuli się na milondze lepiej. nie widzę, by otaczano ich ciepłem, życzliwością i zrozumieniem ich trudności.
w atmoswerze życzliwości wszystkich tancerzy będą na pewno cierpliwiej pokonywać pierwsze miesiące z tangiem, które nie obfitują jeszcze w zbyt wiele rozkoszy z tanga.
widzę raczej zniecierpliwienie, trzymanie się na dystans czyli chłodek , a nie ciepełko.
nawet krakanie, przy byle okazji, na hp, że początkujący to czy tamto, mówi samo za siebie i czy stwarza dobrą atmosferę.
samo dbanie o nich, częściowo przez własnych nauczycieli, nie jest chyba najbardziej skuteczne, bo nauczycieli jest kilku i choć mają duży wpływ na atmosferę milongi, to jej nie tworzą.
pogląd, że i tak najzdolniejsi zostaną, nie jest słuszny, co stwierdzam na podstawie moich nienajmniejszych obserwacji.
nie mam na myśli tylko tańczenia z początkującymi. ważniejsze jest otwarcie do nich ramion.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 12:09, 24 Kwi 2009    Temat postu:

do tej pory bywalam tylko na tych malych milongach - do 30osob, stad bardzo aktualne jest to o czym piszesz- zasady takich kameralnych spotkan na ktorych w gruncie rzeczy wszyscy sie znamy polegalyby na tym zeby dokladac cos od siebie do ogolnej atmosfery - byc milym dla poczatkujacych panow i pomagac im rozprostowac psychiczne pecho:-) i wyrozumialym dla kryzysujacych, no i nie nadwyrazac samooceny pan ktore siedza i siedzia...i siedza...w sumie to az tak duzo nie jest:-)
zgadzam sie ze sztucznie (lub z zaniedbania) utrudniana tangowa inicjacja nie hartuje stali. czasem gotowa jestem jechac na milonge dlatego ze podtrzymuje mnie na duchu wspomnienie kilku autentycznie zyczliwych usmiechow....
co ciekawe, dopadlo mnie to znienacka, ale okazuje sie ze ode mnie tez juz zalezy to jak sie czuja ci, co sa jeszcze bardziej swiezi, ja tez rozpoznaje w sobie zniecierpliwienie (a niech to, jak to prosi mnie do kolejnej tandy?) itp...taaaak. muchi w nosie:-)))
a teraz mam nadzieje sprobowac sil na wiekszej milondze i zobaczyc jak to jest:-)))


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 12:24, 24 Kwi 2009    Temat postu:

ale wlasnie jeszcze jedno ciekawe zjawisko:-) z tym otwieraniem ramion poczatkujacym. zasadniczo to ja wyskrobuje czas z mojego napietego grafiku zyciowego, chodze na lekcje, jade calkiem spore kilometry na milonge po to zeby zatanczyc:-) poniewaz teraz czuje juz wiekszy luz wiec i na role obserwatora moge sobie pozwolic, zabawne jest zjawisko na kameralnych milongach gdy panowie witaja sie ze mna wylewnie calujac w policzki, rozmawiaja, NIE TANCZA i potem jeszcze wylewniej ( z calowaniem w oba policzki, czasem nawet "misiem") zegnaja...hmmm. nie jechalabym do sasiedniego miasta celem wypicia herbaty:-)))))

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Franco Zarrazzo
Bywalec



Dołączył: 17 Cze 2006
Posty: 265
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 12:59, 24 Kwi 2009    Temat postu:

Ajś z tą wylewnością - może to zaszczepienie obyczajów argentyńskich? Całowanie w policzek, zdaje sie raz tylko, jest normą tam. Nawet między panami.
Z tymi księciami to też różnie bywa. Jak to książe czasem obowiązkom podołać nie zdoła, bo ich wiele, a i odpowiedzialność za poddanych może czasami przytłoczyć.
A i taka jedna pieśn Kleyfa mi się nasuwa. Pt. "A ile?". Pada w niej takie jedno zdanie. Co to ma wspólnego z tangiem? A no kurcze nie wiem do końca, ale myślę, że taka diablica jak Ty nie usiedzi spokojnie i poszuka.
We w dniu wczorajszym zdaje się jakaś tajemnicza aura jeszcze gościła tu i tam.
Dużo tych Panów tam na tej "wylewnej" milondze? Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Franco Zarrazzo dnia Sob 20:57, 25 Kwi 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Pią 13:27, 24 Kwi 2009    Temat postu:

z calowaniem w policzek chodzi mi o to, ze ja to traktuje jako znacznie bardziej zaawansowany etap znajomosci.
mysle ze ogolnie chodzi o to uczestnikom tej milongi, zeby milo bylo:-) ale pewne gesty sa wg mnie zobowiazujace. inaczej po co wogole? zeby powachac jakie mam na sobie perfumy?Smile))
wystarczajaca:-) jak na warunki dolnośląskie:-)))

kolejnym moim spostrzezeniem jest to, ze im bardziej wzrasta proporcja panow, tym mniej panie tancza wogole. w ostatecznosci panowie rozmawiaja razem o polityce (nie lubie) lub tancza ze soba (a to akurat lubie)

i mam sobie sama tych slow poszukac?Smile
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tango argentyńskie Strona Główna -> Etykieta Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 6 z 8

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin