Forum tango argentyńskie Strona Główna tango argentyńskie
Forum Tangueros
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Proszenie do tańca
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tango argentyńskie Strona Główna -> Etykieta
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
on
Gość






PostWysłany: Pią 19:14, 24 Kwi 2009    Temat postu:

panowie sie nie całują, tylko robią sobie wzajemnie niedzwiedzia prawymi rekami za szyję przyciągając jednocześnie glowy, az się policzkami odwróconych od witanego głów raz nie przytkną i chyba nawet cmoknięcie w powietrze nie jest najlepiej widziane, ale nie jestem pewny. jest to obowiązkowe przywitanie argentyńskich tangowych i nietangowych mucho. w tej pozycji pocałunek nie ma szans zdarzyć się nawet przypadkowo, bo twarze mają odwrócone do siebie bokiem i tylko drapią zarostem.
milonguero są bardzo męscy i całowanie swoich kolegów, mimo że ich szanują i kochają, jest dla nich wstrętne. swoje panie natomiast bardzo uwielbiają, a całuja je na przywitanie raz(tak napisaliście).
tam panowie na milondze nie tanczą ze sobą. tylko na milongach różowych chłopaków, ale cicho. nic nie mówiłem. niech tańczą-dla mnie więcej dziewczyn zostanie.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 18:20, 25 Kwi 2009    Temat postu:

o tanczeniu mezczyzn ze soba (lub ze soba samym) przydaloby sie kiedys zrobic osobny watek i o tym, czy to historia tanga, znaczy przeszlosc czy przyszlosc:-) lubie patrzec na tanczacych mezczyzn.
podoba mi sie to przywitanie macho:-))) ale takiego nie widzialam jeszcze. widocznie bylam swiadkiem wersji soft macho:-)
bede pamietac zeby nie nadstawiac drugiego policzka:-))))))


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol
Gość






PostWysłany: Sob 23:17, 09 Maj 2009    Temat postu:

Wg mnie przy proszeniu wzrokiem panie nie muszą się długo i promiennie uśmiechać, tak jak piszecie. Wg mnie wystarczy, gdy pani popatrzy się na pana. Promiennie i długo mogą uśmiechać się partnerki, które chcą zachęcić do tańczenia ze sobą partnerów, którzy nie bardzo mają z nimi ochotę zatańczyć. Stali partnerzy spoglądają na siebie i w momencie potwierdzenia, czyli skinięcia głową, uśmiechają się do siebie zadowoleni, że za chwilę zatańczą.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 8:40, 10 Maj 2009    Temat postu:

zgadzam sie w zupełności:-) ja rowniez mam przyjemnosc prosic tzw "stalych partnerow" wlasnie tak, wzrokiem, gestem, nieusmiechanie sie jest tutaj jak najbardziej na miejscu:-)))) ale moi drodzy, przeciez cala para idzie w temat "niestalych" partnerow, partnerow, ktorzy z jakis powodow nie prosza:-) czasem dlatego ze nie chca (ale ludzkie motywy i uczucia sa jak rzeka, ciagle sie zmieniaja) albo nie wiedza ze chca, albo mysla ze moze ja nie chce, albo sie ogolnie, niepersonalnie krepuja. mam wrazenie ze caly czas mowimy o tym jak poszerzyc miejsca w karnecikach panow i pan:-) i znaleźc sie na stalej lub jednomilongowej liście:-)))) a czasem zwyczajnie tylko zobaczyc jak jest i zatanczyc TYLKO tango.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Czw 11:13, 28 Maj 2009    Temat postu:

celem ozywienia zapodam temu juz jakże wiekowemu watkowi nowinke z Naszej Polskiej Północy:-) srodowisko tangowe szczecińskie jest ogolnie rzecz biorąc swieże i niewinne jak na polskie standardy i w zwiazku z tym probuja bez oporow wszystkiego:-)))) dowiedzialam sie wlasnie ze na walentynkowej milondze (i nie tylko) pary sie dobieraja droga zabawy w losowanie: dwie kupki- osobno losy z panami osobno losy z paniami i kazdy ciagnie:-) a potem dla wiekszej zabawy obie kupki wymieszano i losowanie bylo juz totalnym zaskoczniem:-)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 10:30, 25 Sie 2009    Temat postu:

refleksje z wyjazdowej milongi. dla mnie pierwszej takiej, wiec prosze poprawcie mnie jezeli zapędze sie z wywodami:-) zeby sie nie denerwowac - siedzeniem, siedzeniem:-))))) pamietalam ze na ten raz mam po prostu ladnie siedziec i pachniec:-) a przy okazji rozchodzic nowe buty (nowe buty najwygodniej jest rozchodzic siedziac:-)
no i moglam patrzec. na wyjazdowej milondze pojawia sie takie atawistyczne pragnienie zatanczenia z NIeznajomym/ Nieznajomą....taaaaaak...czy mozna cos z tym zrobic? Panowie wlasnie to robia, przezywaja swoje wzloty i upadki, i nie mnie sie wypowiadac. no a panie? Panie szybko traca z oczu znajomych panow (pozostaja tylko ci, ktorzy akurat maja kryzys, nie czuja weny lub bola ich nogi- taki siedzacy obok smutny i zbolaly pan nie dziala zachecajaco:-). Panie wiec siedza i staraja sie sobie czas umilic. rozmawiac, omawiajac cudze buty, nogi i sukienki, chodzac do toalety lub do bufetu). ot strukturalizacja czasu:-)))) aaaaaa...i czerpiac satysfakcje ze siedza w doborowym towarzystwie:-) czy jest szansa zeby zatanczyc? dosc mala- patrzac na siedzace obok panie - oj dosc mala:-) bez kolejki maja wziecie 20tki, natomiast panie w wieku balzakowskim, pobalzakowskim i kanonicznym - oj sprawa jest trudniejsza:-). i tu istotny staje sie fakt czy pani na ten wieczor zostala wylansowana na parkiecie. lansowanie pani na parkiecie to jest taki sposob zatanczenia z nia, zeby pokazac, jaka jest wspaniala, jak dobrze jest z nia tanczyc. nie jest to taki zwykly taniec, i nie jest to taniec w ktorym pan eksperymentuje a pani walczy o oddech:-). Taki taniec zdarza sie czasem debiutantkom gdy maja zyczliwego nauczyciela, ale wydaje mi sie ze na milongowej gali jest potrzebny pani niezaleznie od tego jak dobra jest tancerka....i jeszcze zeby bylo optymistycznie. Panie same tez moga tak siebie pokazac:-) pod warunkiem ze beda wspaniale:-))))


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Asia
Bywalec



Dołączył: 21 Wrz 2008
Posty: 40
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 15:37, 25 Sie 2009    Temat postu: refleksje z tejze samej wyjazdowej milongi

Mały komentarz - po pokazie Analii i Marcelo to ja w zasadzie juz moglam sobie siedziec w kątku i delektowac sie uczuciami, ktore wywolal we mnie ich pokaz. Chapeau bas !! Zostałam pozamiatana - czasami warto poptostu popatrzeć i nie trzeba tańczyć - ale może to też kwestia towarzyszacych warsztatów Smile. Przyjemna jest świadomość, że komunikacja w parze może TAK wyglądać
Asia


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
helter
Bywalec



Dołączył: 02 Lut 2009
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław, Gdańsk

PostWysłany: Śro 10:58, 26 Sie 2009    Temat postu:

Rozumiem, że post Duszki dotyczy tańczących naprawdę dobrze.
Bo jeśli o mnie chodzi, to wychodzenie na zatłoczony parkiet, żeby "uszkodzić" partnerkę mija się z... dobrą etykietą właśnie.

A Analia i Marcelo jak dla mnie także "pozamiatali" parkiet i oczekiwałem już tylko na niedzielne warsztaty po ich pokazie...

Być może jednak na milongach mogłaby wyrosnąć instytucja fordansera. Nie dziwię się paniom, że to przykre przesiedzieć na milondze cały wieczór.

Ze swojej strony obiecuję, że gdy będę kiedyś tańczył lepiej, to nie omieszkam zapraszać do tańca częściej.

Ale wyjazdowe milongi nie są dla każdego z założenia okazją do potańczenia z nieznajomymi. Z kolei panie, które siedzą na milondze zostają dostrzeżone. Lecz jak to w tangu bywa, umiejętności odpowiednie posiadać trzeba.

I ostatnia sprawa - była tu kiedyś mowa na forum o tym, że w dobrym tonie byłoby, aby na milondze panowie nie tańczyli 3 tand pod rząd z jedną partnerką, a raczej zapraszali kolejne panie - w sensie, żeby proporcja nie była pod koniec 6:1 i 0:1 na korzyść/niekorzyść niektórych pań.
Wypada stwierdzić ogólnie, że byłoby to w dobrym tonie.
Nie dziwię się wobec tego, że można się skarżyć na taki brak dobrego tonu na milongach.


Drogie Panie - a co Wam szkodzi przemóc się i zaprosić kogoś do tańca (nie poprzez cabeceo, bo to nie zadziała), ale bardziej wprost?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez helter dnia Śro 11:03, 26 Sie 2009, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 19:06, 26 Sie 2009    Temat postu:

cala wyprawa na milonge byla swietna i wlasciwie to nie taki znow klopot to siedzenie (poza tym rzeczywiscie - pomijajac pokaz, po ktorym juz nic nie jest takie samo....- taka milonga festiwalowa uczy pokory i pokazuje gdzie jest poprzeczka:-) bardziej chodzilo mi o to ze - primo- trzeba byc bardzo dobrym. bycie dobrym to ciagle za malo. Bycie dostatecznie dobrym- no coments:-) , secundo- sa tam inne zasady- a to akurat jest interesujace:-))))
ps. nie chce fordansera. wole posiedziec a oplate przeznaczyc na uczenie sie:-)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gość
Gość






PostWysłany: Czw 8:47, 27 Sie 2009    Temat postu:

przepraszam Duszko, ale do czego trzeba być bardzo dobrym? do tego żeby potańczyć na milo? no daj spokój...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Czw 11:24, 27 Sie 2009    Temat postu:

najwyraźniej pobłądziłam w moich rozważaniach:-))) woda, mydło i pogoda ducha i do zobaczenia na milo:-)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
martak
Bywalec



Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 147
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 16:31, 01 Wrz 2009    Temat postu:

A ja się nie zgadzam z "dobrym tonem". Milonga = czas wolny, relaks, przyjemnośc. Niech sobie każdy partner tańczy z kim chce i ile chce. Wiem, wiem - a co z przyjemnością Pań które siedzą, choc nie chcą. Nie wiem. Nie mam recepty. Ja po kilku przesiedzianych milongach czasem się zniechęcam i obrażam na tango, nie przychodzę przez kilka tygodni, czasem miesięcy, aż tęsknota przemoże rozżalenie. Albo się nie obrażam, bo akurat chwilowo mnie to nie rusza. Takie życie - prowadzący mają w tym układzie lepiej i takie nierówne i niesprawiedliwe to chyba pozostanie.

Zdarza się też, że to panowie sie buntuja, kiedy dwie panie tancza razem kolejna tande. Tanczą, bo może lubią Smile A niekoniecznie z nudów, jako substytut, w oczekiwaniu na swoją kolej z tym czy innym milonguero.

Ukłon dla panów, którzy wypatrzą panie wrastające kolejną godzinę w krzesła i uratują wieczór chocby jedną tandą (o, zapadają tacy w serce, ukłon duży Smile ) Ale przeszło mi już myślenie, że tancerz/tancerka to na milondze dobro wspólne, którym trzeba się dzielic z kolegami/koleżankami. I który sam z siebie powinien sobą równo obdarowywac. I tak nie będzie, jeśli nie zechce Smile

Pozdrawiam serdecznie,


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 10:27, 02 Wrz 2009    Temat postu:

wczoraj bylam na milondze na ktorej siedzieli panowie (tak, tak). i oto jak sobie poradzili: zatanczyli z kim sie dalo, zatanczyli ze soba.....i poszli:-)))))) w ten sposob milonga zakonczyla sie godzine przed terminem:-) stad wniosek, ze siedzace panie sa niezbednym elementem milongi i MUSZA byc zeby milonga trwala:-)))))) sa ekosystemem ktory sprawia ze wogole mamy panow zainteresowanych tanczeniem. Chwala niech bedzie wiec Paniom Ktore Siedzą bo dzieki nim niektore moga tanczyc:-)))) ...i siegnijcie uczciwie pamiecia wstecz i zobaczcie ze nasze milongi z taka sama iloscia pan i panow lub przewaga panow sypia sie lub sa mniej żwawe......

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hapaxa
Bywalec



Dołączył: 19 Cze 2008
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Jelcz-Laskowice

PostWysłany: Śro 12:29, 02 Wrz 2009    Temat postu:

Czyli to - takie kwiatki ozdobne doniczkowe? Wink

To w takim razie - skoro muszą być to niech będą, ale wyznaczmy dyżury, żeby ciągle nie siedziały te same!

A tak serio - ode mnie: optuję za dobrym tonem.
Wybaczcie porównanie, ale drażnią mnie 20 letni młodzieńcy w autobusie z wdziękiem rozparci na siedzieniu, gdy wkoło babcie stoją, osoby z afro lub w kapeluszach w teatrze i tangueros, którzy przychodzą na milongę potańczyć z jedną partnerką. Wprawdzie nie jest niedozwolone, ale jest to w pewnym stopniu, okazywanie ignorancji i subtelny egoizm.
Jeśli jest to nieuniknione, to może wtedy, gdy ktoś tańczy tańczy ze 30 lat, ale w naszym, stosunkowo młodym, lokalnym środowisku - trochę dziwi.
Każdy jest odpowiedzialny za atmosferę na milondze i powinien się 'poczuwać' bez względu na to czy jest tam osób 10 czy 100. Albo czy jest tam partner 1 na 10 partnerek czy odwrotnie.

Wolność przede wszystkim, ale wiele fantastycznych osób przestało i przestanie chodzić na milongi, a może zerwie z tangiem ze względu na tą właśnie atmosferę na milongach - też się frustruję n-tą herbatą wysączoną z nudów, też się obrażam i wracam, mimo że wolałabym tańczyć cały czas. Kontynuując przewrotnie wątek wolności - to mi wybór często na milongach nie zostaje (no chyba że liczy się - wypić herbatę czy herbatę z rumem)
W tym wątku chyba chodzi o uwrażliwienie panów na odpowiedzialność tworzenia właśnie tego specyficznego klimatu milongi, gdzie radość się czerpie ze spotkania (szeroko pojętego). Wydaje się, że do kobiet apelować nie trzeba - ze względów ilościowych żadnemu z panów raczej bezwład na milongach nie grozi (chyba że jest to ich osobisty wybór).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aleksandra
Bywalec



Dołączył: 08 Cze 2006
Posty: 327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 12:49, 02 Wrz 2009    Temat postu:

A mi chyba jest bliższa opinia Marty... Każdy przychodzi na milongę z własnej woli z jakimiś nadziejami lub zamiarami, czasem na cały wieczór czasem tylko na jedną tandę Smile Szkoda byłoby wymuszać na panach proszenie określonej ilości partnerek, proszenie kurtuazyjne lub praktyczne (np nauczyciel czuje się w obowiązku zatańczyć ze swoimi uczennicami). Szkoda by mi też było przyjść na milongę i musieć zatańczyć. Byłam już na kilku milongach gdzie nie tańczyłam z konieczności (nie byłam zaproszona do tańca) lub z wyboru - mimo przemiłych zaproszeń do tańca z własnych powodów odmawiałam. Mamy sobie też dziewczyny odebrać prawo odmawiania? To też jest wolność! Jasne, że uwielbiam milongi na których mogę przetańczyć każdą tandę, lub chociaż kilka tand ale z ulubionymi tancerzami. Jasne, że może być przykro i nudno, kiedy właściwie nie ma z kim potańczyć. Ale nie zabierajmy sobie wolności poprzez wprowadzanie sztucznej kurtuazji lub instytucji fordanserów (któraż to instytucja wydaje mi się nieco obrzydliwa i wzbudza niemiłe skojarzenia, wybaczcie).
Podstawową formą grzecznościową niech pozostanie przywitanie, uśmiech i niezobowiązująca rozmowa a nie taniec "bo tak wypada"...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tango argentyńskie Strona Główna -> Etykieta Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 7 z 8

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin