Forum tango argentyńskie Strona Główna tango argentyńskie
Forum Tangueros
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Tango a "być Kobietą" ???
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tango argentyńskie Strona Główna -> Etykieta
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin
Bywalec



Dołączył: 30 Maj 2006
Posty: 66
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 18:05, 20 Cze 2006    Temat postu: Tango a "być Kobietą" ???

Mam pytanie do naszych drogich Partnerek: czy fakt, że tańczycie tango wpłynął w jakiś sposób na odczuwanie / postrzeganie waszej kobiecości?

PS Oczywiście Panowie mogą się podzielić swoimi spostrzeżeniami Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gosia
Bywalec



Dołączył: 03 Lip 2006
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice

PostWysłany: Pon 9:34, 03 Lip 2006    Temat postu: być kobietą...

Tango a właściwie chyba jego otoczka zmienia - zarówno kobiety jak mężczyzn. Obserwuje to po sobie i innych tańczących. Kobieta zaczyna podkreślać swoje cechy kobiece Smile. Dotyczy to zarówno stroju, sylwetki ale też zachowania - i tu zarówno istotny jest fakt że to mężczyzna prosi do tańca jak i sam taniec. Ja jestem osobą o charakterze dominującym i nauka podążania nie była z początku łatwa. Jaki ma to związek z kobiecością? Może to stereotyp ale bycie kobietą polega czasem na tym żeby będąc w pełni sobą pozwolić mężczyźnie na podejmowanie decyzji Smile Zamiast robić wszystko samej "dać mu szansę" Poza tym przez tango czuję się piękniejsza, delikatniejsza - właśnie bardziej kobieca... Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
milo
Gość






PostWysłany: Sob 14:44, 15 Lip 2006    Temat postu:

od czasu gdy tancze tango odmlodnialem z wygladu o 10 lat
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bailarina
Bywalec



Dołączył: 21 Sie 2006
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon 22:27, 21 Sie 2006    Temat postu: Czym jest więc kobiecość?

Gosia napisał:
Może to stereotyp ale bycie kobietą polega czasem na tym żeby będąc w pełni sobą pozwolić mężczyźnie na podejmowanie decyzji Smile


Ależ niefortunnie to ujęłaś! Rolling Eyes

Tango powstało w czasach i miejscach, w których kobieta była własnością mężczyzny (ponad 100 lat temu, burdele na przedmieściach Buenos Aires). Czasy się zmieniły i tango też się zmienia. Wink Co prawda nie zmienia się to, że na galowych pokazach w tancu prowadzi on, ale sposób prowadzenia jest o wiele mniej siłowy niż na początku oraz oboje uczą się być i prowadzonym i prowadzącym. Nie ma w pełni profesjonalnej pary, ktora nigdy sie nie zamienia rolami na teningach.

To trudne oddac komuś kontrolę a jednocześnie nie popadac w letarg. To jest wspaniała praktyka niezależnie od płci, jednak tradycyjnie kojarzona z kobiecością - pozostałość z dawnych czasów. Kojarzenie kobiecości ze słabością i uległością jest powszechne ale niezdrowe.

Czym jest więc kobiecość jeśli pozostawimy z boku przestarzałe schematy?

Jak trudno to ująć w słowa!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aleksandra
Bywalec



Dołączył: 08 Cze 2006
Posty: 327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 17:08, 25 Sie 2006    Temat postu:

Cytat:
Czasy się zmieniły i tango też się zmienia. Co prawda nie zmienia się to, że na galowych pokazach w tancu prowadzi on, ale sposób prowadzenia jest o wiele mniej siłowy niż na początku oraz oboje uczą się być i prowadzonym i prowadzącym. Nie ma w pełni profesjonalnej pary, ktora nigdy sie nie zamienia rolami na teningach.

Tu trochę przesadziłaś. Nie tylko na galowych pokazach prowadzi on, on prowadzi też na milondze i na lekcji (to tak z moich doświadczeń). Owszem, niektóre dziewczyny próbują sił w prowadzeniu, ale tylko w nielicznych przypadkach próbują ich na tyle, żeby też z przyjemnością prowadzić np na milondze. A nigdy nie widziałam panny prowadzącej na pokazie. A może ktoś widział?
Nie zgadzam się też z tym, że nie ma w pełni profesjonalnej pary, w której obie osoby prowadzą. Znam profesjonalne pary (i to bardzo profesjonalne), w których to partnerka nie przejawia inicjatywy do partnerowania i się tego nie uczy, choć zna i rozumie kroki partnera, jeśli ma je wytłumaczyć swoim uczniom. Przykład: Adrian Veredece i Alejandra Hobert.
Tango się owszem zmienia, ale idea że partner (prowadzący) jest tą osobą, która decyduje jest niezmienna. A osoba prowadzona mu się poddaje.
Jak dla mnie można się poczuć kobietą, czy jak kto woli poczuć się "zaopiekowaną", uwodzoną, prowadzoną i podziwianą tańcząc z jakimkolwiek dobrze tańczącym i dobrze interpretującym muzykę prowadzącym. Zgadzam się, że ten prowadzący nie koniecznie musi być mężczyzną. Ale nadal to będzie rola "mężczyzny" - prowadzącego, decydującego, któremu się można bez obaw poddać.
(nie znaczy zwiesić, wpaść w letarg czy sen zimowy Twisted Evil )[/i]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kasia
Bywalec



Dołączył: 29 Maj 2006
Posty: 241
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska

PostWysłany: Czw 18:30, 21 Wrz 2006    Temat postu:

Ja widziałam panią prowadzącą podczas pokazu. Podążającą była również kobieta - co znakomicie ułatwiało zadanie Smile.

..."To trudne oddać komuś kontrolę a jednocześnie nie popadać w letarg"...
Czyżby? Przecież współpracujemy. Moja uwaga jest napięta. Bywam zaskakiwana, bawią mnie nieoczekiwane zwroty akcji... Niektórzy partnerzy dają więcej, inni mniej swobody w interpretacji.
Stan wsłuchania w partnera daleki jest od letargu. Przynajmniej w moim przypadku.

Sytuacja w której oddając komus kontrolę popada sie w stan letargu nasuwa mi obraz jeńców - zobojetniałych na to, co sie z nimi dzieje, maltretowanych, biernych - bo i tak ich los nie w ich własnych rękach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Miłośnik tanga
Gość






PostWysłany: Czw 9:36, 05 Paź 2006    Temat postu:

Aleksandro mimo, że jestem prowadzącym wpadam często (gdy tańczę w pełnym zamknięciu), może nie w letarg, ale w pewien stan nieważkosci.Wydaje mi się że frunę.Nie wiem co robią moje nogi, ręce itd.To jest poza mna.
Podobny stan oderwania świadomosci od ciala czasami zdarza mi sie w samochodzie.Gdy zamyślę sie na kilka minut i kiedy znów powracam do świadomości okazuje sie, że auto przejechalo kilkanaście kilometrów.Kiedyś byłem tym przerażony, bo myślałem że w tym czasie auto jest niekontrolowane.
Uspokoili mnie dopiero kierowcy tirow mówiac, że to jest normalne zjawisko i u nich wystepuje nagminnie.Niebezpieczne jest dopiero, gdy kierowca jest zmęczony, bo może w tym czasie, będąc myślami gdzie indziej, łatwiej zapaść w sen.Czytałem też (co ciekawe ) że podobno auto w tym czasie jest prowadzone idealnie po prostej i po łukach. Tak idealnie, że w czasie pełnej kontroli nie jest możliwe prowadzenie auta po tak idealnej linii prostej i łuku.
To jest dla mnie właśnie ciekawe: czy bedąc w tym stanie poza świadomością,gdy odrywam sie w tangu od rzeczywistosci ,gdy odrywam sie od zemi i frunę, czy mój sposob tańczenia tanga też staje sie lepszy niż gdy tanczę z pelną świadomoscią.Jedno wiem że kiedy myślę o krokach partnerki lub swoich prowadzę o klase gorzej.Gdy przestaję mysleć o krokach od razu moje prowadzenie poprawia się wyrażnie, a tango nabiera pasji i często zaczynam frunać.Wiem to, bo to czasami czuję i kilka razy różne partnerki wydały w tym momencie identyczny cichy okrzyk, ktory można zapisac mniej więcej:łaaałał.Czyli musiały też poczuć tę odmianę czy też nabranie
lekkości.
Wiem od mojej zaprzyjażnionej partnerki,która mnie czasami obserwuje, że w chwili gdy zaczynam tańczyć "w stanie zapomnienia", w podświadomości niestety nie kontroluję łączenia stóp czy wyprostowanej sylwetki w taki sposób jak gdy tańczę na zimno.
Edyto, zrobiła się przypadkowo odpowiedż na Twoją prośbę do panów aby napisali co czują gdy tańczą,którą ze dwa razy zamieściłaś na forum A&G.
Ale, odpowiadając na pytanie Aleksandry, widziałem tylko raz występ pary pań (wiek około 30 + 40) na dużej imprezie w Londynie z okazji którejś tam rocznicy istnienia klubu. Para ta tańczyła wspaniale w czasie milongi. Dominująca w tym związku dojrzalsza pani prowadziła wspaniale. Niestety występ wypadł b.słabo,bo panie nagle zaczęły tańczyć (udając, że je nic nie łączy) w otwartym
trzymaniu.
Potwierdziło się, że w czasie występu najcenniejsze jest dla mnie to co łączy partnerów i to powoduje, w połaczeniu z techniką, ze taniec (nawet po latach ) mam przed oczami, gdy grane jest tango do którego tańczyli.
By choć trochę nawiązać do tematu tej strony dodam, że "tango bardzo wpłynęło na odczuwanie/postrzeganie mojej męskości".
Mimo, że na ogół pozwalam partnerkom wyrabiać co chcą i lubię gdy partnerki tańczac ze mną czują się swobodnie jasne jest, że o każdym ich kroku ja decyduję.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bailarina
Bywalec



Dołączył: 21 Sie 2006
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią 20:04, 06 Paź 2006    Temat postu:

Aleksandra napisał:
A nigdy nie widziałam panny prowadzącej na pokazie. A może ktoś widział?


Ja widziałam. Shocked Para argentyńczyków miała pokaz podczas którego raz czy dwa razy zamienili się rolami podczas tańca - dla mało uważnego obserwatora to było niezauważalne. Potem mówili o tym dużo w wywiadzie, i mówili też wlasnie o tym, ze to bardzo ważne, żeby ćwiczyć obie role. Ta zmiana ról na pokazie to był tylko taki bajer, ale uwaga o potrzebie znajomości obu stron tanga zapadła mi w pamięć, uważam, że to mądre.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Joanna
Bywalec



Dołączył: 08 Mar 2007
Posty: 94
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 17:13, 04 Cze 2007    Temat postu: tango, a kobiecość...

Temat zdaje sie umarł... samo forum zdaje sie być w stanie agonii... żal trochę... może więc przyczynię sie do ponownego rozrusznia towarzystwa, a nawet jesli nie czuję ogromną potrzebe wypowiedzenia czegoś...
Przed wczoraj zdarzyło mi się tanczyc na krakowskich parkietach - milonga bardzo średnia, głównie ze względu na muzykę, czy raczej DJ oraz słabe zainteresowanie, ale nie o tym właściwie...

Odnośnie tematu: calkowicie zgadzam się z tym, że kobiecie bardziej do twarzy, gdy jest prowadzona niż gdy prowadzi (w tańcu, czy w życiu). Nie dlatego, że jest gorsza, ale dlatego, że jest delikatniejsza zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym... i odważę sie nawet rzec, że szczęśliwa będzie w pełni dopiero jako dobrze prowadzona...

Z jedna strona sie juz rozprawiłam Wink , czas na drugą.... wracając do wspomnianej na początku milongi... Tańczyłam z pewnym panem (sama sobie go zreszta poprosiłam, co mnie uczestniczenia w białym milongowaniu raz na zawsze oduczyło...), który zdawał się w ogóle ze mną nie tańczyć - ja mu się poddaje (a to przecież ryzyko komus sie poddać, pozwolić by prowadził; nie zawsze sie wie, gdzie zaprowadzi...),
a on mnie przesuwa po tym parkiecie, próbuje na mnie rożne figury i zasadniczo szarpie... Za przeproszeniem to nawet obok tanga nie leżało...
Ergo: uwielbiam być prowadzona (i tylko subtelnie coś od siebie dodawać), ale autentycznie być prowadzoną nie jest wcale takie normalne, powszechne...
...żeby kobieta mogła być kobietą, trzeba jej na to pozwolić - dać jej szansę...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Esteban
Bywalec



Dołączył: 25 Cze 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Rio Negro

PostWysłany: Wto 10:59, 05 Cze 2007    Temat postu: Re: tango, a kobiecość...

Joanna napisał:
/.../ Przed wczoraj zdarzyło mi się tanczyc na krakowskich parkietach - milonga bardzo średnia, głównie ze względu na muzykę, czy raczej DJ oraz słabe zainteresowanie, ale nie o tym właściwie...


No to ja o tym.

Zdaje się, że byliśmy na tej samej milondze. W każdym razie na to wskazuje czas, czyli sobota, 2 czerwca 2007 r. Natomiast opis milongi mi nie pasuje do tej, na której sam byłem. Jeśli zatem Pani Joanna była na milondze "U Słowaków" w Krakowie na Św. Filipa 7 z udziałem Danieli Pucci i Luisa Bianchi, to zabawne, ale wyniosłem z tej milongi wrażenia zgoła odmienne od niej. W powodzi rubikowego chłamu na krakowskich ulicach ta milonga była jak oaza kultury na pustyni bylejactwa. Udział wspaniałych tancerzy, dobra i urozmaicona muzyka, niezła, otwarta atmosfera, czegóż chcieć więcej?
Starałem się (z pewnym powodzeniem) łowić to co pozytywne i tym się cieszyć. Z łatwością odpuściłem DJ-owi, że był na lekkiej bańce, i że muzyka trochę nie taka, jak byśmy wszyscy chcieli.
Tak też bywa, jednak milonga w Krakowie nie zdarza się często.
Po opuszczeniu "Słowaków" udałem się "do CK miasta" (hłe, hłe), w którym pomimo tłumów gości o 24tej zamykano wszystkie restauracje i ogródki. Znalazłem jakiś klub z muzyką na żywo, ale co się naszukałem, to moje, no i kudy mu do tanga...

Joanna napisał:
Odnośnie tematu:

całkowicie zgadzam się z Panią Joanną:
Joanna napisał:
...żeby kobieta mogła być kobietą, trzeba jej na to pozwolić - dać jej szansę...

Tymczasem spełnienie tego warunku bywa tak cholernie trudne, że w chwilach tangowej rozpaczy przychodzi mi do głowy taki postulat, żeby kobiety nosiły kostki cukru w swoich torebkach i "zadawały" partnerom za udane prowadzenie. Dobre, nie ?

Joanna napisał:
Temat zdaje sie umarł... samo forum zdaje sie być w stanie agonii... żal trochę... może więc przyczynię sie do ponownego rozrusznia towarzystwa,/.../


Swoim wpisem także chciałbym się przyczynić do ożywienia tego jakże cennego forum.

Konieczne uzupełnienie:
Przeprowadzone w międzyczasie dochodzenie wykazało, iż nie byłem na tej samej milondze co Pani Joanna. Trzeba chyba powiedzieć, że miałem szczęście, bo "moja" milonga (w piątek) była z pewnością bardzo miła. Nie to co sobotnia. Może DJ Robert miał kaca po piątku? W końcu, jak wiadomo, Słowacy za kołnierz nie wylewają.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bailarina
Bywalec



Dołączył: 21 Sie 2006
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 10:33, 12 Cze 2007    Temat postu: Re: tango a kobiecość...

Joanna napisał:
Odnośnie tematu: calkowicie zgadzam się z tym, że kobiecie bardziej do twarzy, gdy jest prowadzona niż gdy prowadzi (w tańcu, czy w życiu).


To raczej kwestia przyzwyczajenia. Jesteśmy otoczeni filmami, książkami oraz przykładami z życia (np. rodzice), w ktorych realizuje się schemat patriarchalny lub schemat z elementami patriarchatu (np. mąż zawsze powadzi samochód, choć ona też ma prawo jazdy). To dlatego wydaje się, ze kobiecie jest z tym bardziej do twarzy.

Kiedyś uważano, że kobietom jest do twarzy z wygolonymi brwiami, rzęsami i czołem, a obecnie jest moda na hiszpańską urodę w stylu Fridy, nawet czasem z połączonymi brwiami nad nosem. To też tylko przyzwyczajenia.

Jedynym uzasadnionym powodem, dla którego w naszych czasach tańczy się tango tak, że prowadzi mężczyzna jest chęć zachowania autentyczności historycznej tego tańca (tak samo, jak na przykład w tańcach folklorystycznych).

Jeśli ktoś tańczy w ten sposób z innych powodów, to .... to oczywiście jej i jego prywatna sprawa, ale nie powinno się ferować wyroków, że każda kobieta jest szczęśliwsza będąc prowadzoną w życiu i tańcu, "bo jest delikatniejsza", albo "bo ja tak czuję". To jest po prostu nieprawda.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Joanna
Bywalec



Dołączył: 08 Mar 2007
Posty: 94
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 18:01, 12 Cze 2007    Temat postu: tango, a kobiecość...

Witaj Bailarina,

Bardzo się cieszę, że bierzesz udział w tej dyskusji - śledziłam (tak trochę) twoje wypowiedzi na forum i mam teraz okazje zamienić z tobą (wirtualnie) słowo....

Bardzo odważnie (i niepozostawiając pola dla wątpliwości) piszesz, że wszelkie zróżnicowania w traktowaniu przedstawicieli obu płci, wszelkie zespoły zachowań opieraja sie tylko i wyłącznie na pewnej umowie społecznej, na jakiejś dawno ustanowionej tradycji, że nie ma tu głębszego fundamentu - tylko przyzwaczejenie... Zaraz rodzi się we mnie pytanie o to kto, kiedy i dlaczego "ustanowił taką tradycję" (tu uzywam pewnego skrótu myślowego - tak dla jasności) - czym był motywowany?

Twoje założenie, że nie kazda kobieta będzie szczęśliwsza bedąc prowadzoną jest nie mniej arbitralne niż stwierdzenie, że każda będzie...
Założenie, że nie każda (nie zawsze, nie wszyscy) jest tylko pewnym pozorem obiektywności....

Myslę też, że nie można tu zestawiać tak swobodnie kwestii mody i czegoś, co odnosi się do ludzkiej natury (Arystoteles powiedziałby o niezmienności istoty i zmienności przypadłości, które wypełnija treścia niezmienne i przysługujące substancji kategorie)...

Myślę, że dyskusja o relacji tango - kobiecość musiała doprowadzić do tych spekulacji natury filozoficzno-psychologicznej... tłumaczę sie z treści powyższych rozważań, w których ani razu nie padlo słowo tango:)

pozdrawiam serdecznie


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin
Bywalec



Dołączył: 30 Maj 2006
Posty: 66
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 23:43, 12 Cze 2007    Temat postu: Re: tango a kobiecość...

Bailarina napisał:

To raczej kwestia przyzwyczajenia. Jesteśmy otoczeni filmami, książkami oraz przykładami z życia (np. rodzice), w ktorych realizuje się schemat patriarchalny lub schemat z elementami patriarchatu (np. mąż zawsze powadzi samochód, choć ona też ma prawo jazdy). To dlatego wydaje się, ze kobiecie jest z tym bardziej do twarzy.
(..)
Jedynym uzasadnionym powodem, dla którego w naszych czasach tańczy się tango tak, że prowadzi mężczyzna jest chęć zachowania autentyczności historycznej tego tańca (tak samo, jak na przykład w tańcach folklorystycznych).


Zupełnie się z Tobą nie zgadzam w tej kwestii - na pewno historia nie jest jedynym powodem dlaczego to mężczyzna prowadzi. Owszem może jest to powód "uzasadniony", ale na co dzień pomijany. Podział ról w tangu i innych tańcach tańczonych w parze kobieta + mężczyzna jest raczej podyktowany predyspozycjami psychofizycznymi obu płci. Nie chcę się tu rozwodzić na temat różnic pomiędzy cechami obu płci, bo o tym napisano już tomy, ale ja zgadzam się z twierdzeniem, że różnice są po to, aby kobieta i mężczyzna się uzupełniali. Z tych samych względów role w tangu są podzielone. Oczywiście nie mam nic przeciwko „chwilowym” zamianom ról pomiędzy partnerami (jest o tym chyba mowa w innym wątku), ale nie o to się w tym temacie rozchodzi – tutaj poruszamy kwestię całościowo. Zauważ, że są w tangu kroki czy figury, które są „dostosowane” do predyspozycji każdej z płci, jak np. calesita, bolego, volcada, colgada itp. Czy mężczyzna będzie potrafił je wykonać z takim wdziękiem i urokiem jak kobieta, czy będzie tak subtelny (o ile w ogóle nie będzie wyglądał zabawnie)?? Z drugiej strony pewne figury wymagają siły fizycznej – wyobraź sobie calesitę czy volcadę, w której mężczyzna opiera się na kobiecie – wyglądałoby to co najmniej dziwnie… A kokieteryjne poruszanie się, kroczki, ozdobniki – to wszystko czym kobieta zachwyca w tańcu, co podkreśla jej grację i piękno, a do czego potrzeba by mężczyzna prowadził, by był wsparciem - czy role tu da się odwrócić?? To tylko kwestie „zewnętrzne” – nie poruszyłem tutaj w ogóle emocji i uczuć pojawiających się pomiędzy partnerami w tangu, ale generalizując – czyż nie jest tak, że kobieta czuję się w tangu bardziej kobieco, a mężczyzna bardziej męski?? Przynajmniej ja to tak odczuwam. Dlatego zgadzam się z Joanną, że „kobiecie bardziej do twarzy, gdy jest prowadzona, niż gdy prowadzi (w tańcu, czy w życiu)”.

Jestem świeżo po pierwszym w życiu pokazie tanga, do którego zostałem zaproszony przez młodą, ale bardzo dobrze się zapowiadającą Tanguerę – Marysię (Wrocławianie wiedza o kim mowa Wink) i właśnie jesteśmy „świeżo” po tym wydarzeniu. Zostaliśmy przyjęci bardzo entuzjastycznie i nagrodzeni brawami – było bardzo miło. Po pokazie ktoś z widzów stwierdził, że partnerka była pełna gracji i wdzięku, błyszczała - a partner „tylko” prowadził, był wsparciem. Zaskoczyło mnie to spostrzeżenie i jego trafność, bo o to właśnie chodziło! Później jak już ochłonęliśmy i mogłem z Marysią spokojnie porozmawiać, Ona powiedziała coś w stylu „fajnie, że nad wszystkim czuwałeś” i to właśnie utwierdziło mnie w przekonaniu co do roli mężczyzny. Mężczyzna zaprasza do tańca, prowadzi, ale to kobieta jest wypełnieniem tego zaproszenia. To ona jest ozdobą każdego kroku, to ona wypełnia taniec pięknem, subtelnością, roztacza magię kobiecości. A mężczyzna powinien sprawić by kobieta czuła się bezpiecznie, by mogła mu ufać, że w razie nieprzewidzianej sytuacji będzie się mogła na nim wesprzeć i miała pewność, że on ją z tej sytuacji wyprowadzi. Wszystko to po to, aby ta magia mogła się ukazać i oczarować…


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bailarina
Bywalec



Dołączył: 21 Sie 2006
Posty: 104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 16:36, 13 Cze 2007    Temat postu: Re: tango a kobiecość...

"Zupełnie się z Tobą nie zgadzam w tej kwestii - na pewno historia nie jest jedynym powodem dlaczego to mężczyzna prowadzi. Owszem może jest to powód "uzasadniony", ale na co dzień pomijany. Podział ról w tangu i innych tańcach tańczonych w parze kobieta + mężczyzna jest raczej podyktowany predyspozycjami psychofizycznymi obu płci. [...] Dlatego zgadzam się z Joanną, że „kobiecie bardziej do twarzy, gdy jest prowadzona, niż gdy prowadzi (w tańcu, czy w życiu)”. "

Kochani Smile Jeśli chodzi o taniec, to można dyskutować, i to, co napisał Marcin częściowo mnie przekonuje: Marcin napisał o warunkach psychofizycznych, ale pozwoliłam sobie na rozdzielenie tego słowa.
Argument o predyspozycjach fizycznych jest trafiony - zastaliśmy tango stworzone kiedyś przez mężczyzn i kobiety tak właśnie rozumiejących własne role i dlatego takie tango tańczymy sami, w czym zawiera się również czysto fizyczna rola obu partnerów - jedno musi mieć większą masę, drugie musi być lżejsze. Zazwyczaj to mężczyzna jest cięższy - i to jest jakiś argument.
Argument o predyspozycjach psychicznych natomiast jest dla mnei niezrozumiały. Melancholia, szywność, delikatność czy inne cechy charakteru dotyczą po równo każdej płci. Kultura oczywście nakazuje jedne eksponowac kobietom, a drugie mężczyznom, ale chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, ze np. delikatna może byc tak samo kobieta jak mężczyna - ???

Ze zdaniem, że
kobiecie bardziej do twarzy, gdy jest prowadzona, niż gdy prowadzi ...w życiu
Shocked
zgodzić się w żaden sposób nie mogę ze względów oczywistych: po prostu kobiety i mężczyzn uważam za równowartościowych i w równym stopniu zdolnych do radzenia sobie w życiu. Nie sądziłam, że są jeszcze ludzie, którzy myślą inaczej!!!

Pozdrawiam serdecznie i już prawie wakacyjnie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszka
Bywalec



Dołączył: 29 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 22:57, 29 Lis 2008    Temat postu:

hmmm...ciekawa jest ta dyskusja:-) do tej pory myslalam ze w tangu chodzi o to zeby kobieta pozwolila sie prowadzic (co wspolczesnej kobiecie przychodzi z wielkim trudem- wiem, wlasnie sie tego ucze). a teraz mysle, ze czasem moze byc wspaniale gdy kobieta prowadzi swiadomie i ze wszystkimi konsekwencjami przyjmujac role - jesli moge nazwac "meska". Problem moze w tym, ze kobiety nie tyle maja sklonnosc do prowadzenia (gdy ucza sie tanga i w zyciu) ile do "rzadzenia" a raczej "rzadzenia się"Smile dla mnie to oznacza ze dominuja ale nie chca ponosic konsekwencji....

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tango argentyńskie Strona Główna -> Etykieta Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin